Prolog
"Prolog"
Ale nie całuj go, jak mnie
Nie dotykaj go nigdy tak
Bo ja nikogo nie całuję, jak Ciebie
...
Weszła powoli do szybko zapełniającej się sali wykładowej. Pewnie ominęła pierwsze rzędy siedzeń, w których zwykle zajmowała swoje miejsce i udała się na sam tył, zajmując krzesło na końcu pomieszczenia. Tego dnia chciała być jak najdalej. Najchętniej w ogóle by się tutaj nie pojawiła, ale nie chciała mu dać satysfakcji, że go unika. Przecież to ona powinna być górą w całej tej sytuacji, to ona podjęła decyzję... a jednak, mimo wszystko, czuła się jak ofiara tej całej historii. Mężczyzny jeszcze nie było... w jej sercu zatliła się nadzieja, że może w ogóle się nie pojawi... może też będzie chciał uniknąć nieuchronnej konfrontacji, na którą żadne z nich nie było gotowe. Sekundy mijały, a ona coraz bardziej rozluźniała się na swoim krześle... jej palce oderwały się od ławki, na których zacisnęła je kilka minut wcześniej. Jej dłonie bolały od nadmiernego uścisku na drewnianym blacie.
- Myślisz, że go nie będzie? - usłyszała czyjś głos w rzędzie przed nią.
- Może się rozchorował...? - Ktoś niżej odpowiedział. - Widziałem go dzisiaj na korytarzy i chyba nie wyglądał najlepiej... - dodał. Westchnęła z ulgą na to stwierdzenie. Może jednak jej się uda? Uśmiechnęła się lekko unosząc prawy kącik ust do góry i skupiając się na telefonie, który położyła na blacie. Nie minęło jednak kilka minut, gdy drzwi zatrzasnęły się głośni, a na podeście rozległy się ciężkie kroki.
- Chyba jednak nastąpiło cudowne ozdrowienie. - Ktoś zaśmiał się po cichu obok niej. Spojrzała na przód sali. Mężczyzna położył swój laptop na pulpicie i szybko podłączył go do włączonego już projektora. Na dużym ekranie zaświeciło się niebieskie tło ładującego się systemu, a potem zarzucony tonami plików pulpit ze zdjęciem przedstawiającym arktyczny lodowiec. Przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz... Patrzyła na jego poruszające się usta, ale jej uszy nie słyszały żadnych słów... czuła się tak, jakby była pod woda... jego głos płynął gdzieś dookoła niej. Słyszała jego barwę... czuła na języku jego lekką chrypę, ale zupełnie nie rozróżniała wypowiadanych słow. Prześlizgiwała się pomiędzy zdjęciami wyświetlanymi na wielkim ekranie, nawet nie robiąc notatek. Zapewne gdyby ktoś ją zapytał, jaki jest temat zajęć, nawet nie umiałaby odpowiedzieć na jakim wykładzie właśnie się znajdowała. Potrząsnęła lekko głową, próbując pozbyć się dziwnych myśli, które opanowały jej głowę i skupić się na temacie zajęć, ale efekt był odwrotny od zamierzonego. Jego zachrypnięty, głęboki głos sprawiał, że jej głowa płynęła w miejsca, w których zdecydowanie nie powinna być... i nie chciała być. Właśnie! Nie chciała tam być! Zbeształa się w myślach za własną słabość... wystarczył jego mocny, szorstki głos, a wszystko w jej ciele zapominało o motywach postępowania i chciało wstać i wybiec na środek pomieszczenia z miłosnym wyznaniem... Zacisnęła mocno oczy i wzięła kilka uspokajających wdechów, próbując zmusić swój organizm do normalnego funkcjonowania. Jego głos płynął po pomieszczenie, a ona coraz mocniej przygryzała wargę niecierpliwe czekając na sygnał do wyjścia z sali. Chciała uciec. Byle jak najdalej stąd. Zaszyć się we własnym mieszkaniu pod ciepłym kocem z kieliszkiem wytrawnego czerwonego wina w dłoni. Albo dwoma... a najlepiej całą butelką. Chciała zapomnieć.
- Idziesz? - usłyszała głos obok siebie. Wysoki brunet stał obok jej krzesła i próbował ją ominąć i wyjść z sali. Rozejrzała się i zobaczyła, że sala powoli zaczyna się wyludniać, więc chwyciła torbę i telefon w ręce i też pospiesznie wstała, jednocześnie wypuszczając mężczyznę, który stukał nerwowo stopą o podłogę. Minął ją szybko, a ona w tym czasie zarzuciła torbę na ramię i też udała się w dół w stronę wyjścia z sali.
- Panno Arkenstone? - usłyszała.
- Do widzenia, profesorze. - wydukała, nawet nie podnosząc na niego wzroku. Wiedziała, że gdy spojrzy w jego niebieskie oczy to się zawaha... zostanie... przygryzła wargę i szybko wyminęła mężczyznę, niemal biegiem udając się w stronę wyjścia, ale jego dłoń zaciśnięta na jej nadgarstku spowodowała, że zatrzymała się gwałtownie. Mimo to, nie odwróciła głowy, nadal uparcie patrząc w stronę wyjścia.
- Celia? - usłyszała ponownie jego głos. Tym razem był mniej szorstki... niemal pieszczotliwy. Kłuł ją w oczy, powodując pieczenie pod powiekami. Delikatnie odwróciła się w jego stronę, ale nadal nie podniosła wzroku uparcie wpatrując się w podłogę. Puścił jej nadgarstek i podszedł do niej... czuła jego oddech na swoich włosach. Poczuła jak dotyka palcem jej podbródka, a następnie unosi jej twarz, aby wreszcie na niego spojrzała. Jej oczy uciekły w bok, nie chcąc spojrzeć w jego niebieskie tęczówki, który przypominały bezkresny ocean... ocean, w którym tak bardzo nie chciała teraz utonąć. - Spójrz na mnie. - powiedział cicho. Jak na zawołanie z cichym westchnieniem uniosła powieki i spojrzała w jego pociemniałe oczy.
- Nie mogę... - zaczęła powoli, próbując przebić się przez burzę, która zapanowała w jej głowie, gdy tylko jego gorąca skóra zetknęła się z jej własną, chłodną.
- Proszę, nie uciekaj przede mną. - powiedział jeszcze głębszym głosem, który dudnił w jego klatce piersiowej. Przesunął lekko palcem po jej twarzy... potem w stronę szyi, aby wreszcie zatrzymać się na jej odsłoniętym przez dekolt obojczyku. Zadrżała wyraźnie na ten gest. Jego gorące palce sprawiały, że słowa ulatywały z jej głowy i traciła zdolność mówienia, jakby coś odcinało jej dopływ prądu do mózgu.
- Przepraszam. - powiedziała cicho, a potem oderwała się od jego dłoni i mocniej zacisnęła palce na pasku torebki. Jej knykcie pobielały, a w jej dłoń wrzynał się mocny skórzany pasek... była pewna, że w tym miejscu jutro pojawią się sine ślady. Odwróciła się i szybko udała się w stronę drzwi, aby wreszcie uciec z tego miejsca. Nie oglądając się za siebie, wybiegła przez drzwi i zatrzasnęła je za sobą... nie zdając sobie zupełnie sprawy ze smutnego wzroku i niemal przygniecionej fizycznym ciężarem postawy mężczyzny, którego zostawiła za zamkniętymi drzwiami.
Komentarze
Prześlij komentarz