Rozdział II

Rozdział II


Wiem, że ze mną spędzisz najlepsze chwile

Wiesz, że jestem tym, który na Twoim punkcie szaleje

Pragnę tańczyć z Tobą po ostatnią piosenkę...


Loco enamorado


Zmęczona usiadła przy stoliku, unosząc w dłoniach filiżankę parującej, mocnej kawy. Zapach unosił się w całym pomieszczeniu, wypełniając go ożywczym aromatem świeżo zmielonych ziaren. Wyjrzała przez okno i upiła łyk gorącego płynu, który powoli koił jej umysł i ciało. Odstawiła filiżankę z powrotem na stolik i wyjęła z torebki telefon. Włączyła sieć i niemal bezwiednie zaczęła przeglądać portale społecznościowe i wyświetlające się na nich wiadomości z ostatnich kilku godzin. Wokół niej przemieszczali się ludzie zajmujący ostanie wolne miejsca w niewielkiej kawiarence na uboczu. Lubiła to miejsce, mimo że na ogół było zapełnione młodymi ludźmi, którzy tak jak i ona zapełniali przerwy w zajęciach na uzupełnienie dawki kofeiny lub zakup słodkich bułeczek, których nie było nigdzie indziej. Obok niej też stał mały talerzyk z maślanym rogalikiem obficie posmarowany dżemem malinowym. Przymknęła na chwilę powieki delektując się smakiem kawy otulonej lekko czekoladowym aromatem. 

- Mogę się dosiąść? – usłyszała kobiecy głos nad sobą. Odwróciła się i zobaczyła dziewczynę, którą kojarzyła z kilku zajęć na uczelni. – Nigdzie nie ma już miejsc… - dziewczyna przygryzła wargę w oczekiwaniu. Skinęła powoli głową, a ona automatycznie opadła na miękki czerwony fotel. – Potrzebuję kawy. Nie wytrzymam do wieczora. 

- Rozumiem ten ból. – uśmiechnęła się wesoło. 

- Nie chodzisz czasem na zajęcia z logiki z Edvardsem? – zapytała dziewczyna, a ona potwierdziła skinieniem głowy. – Wiedziałam, że skądś Cię kojarzę. Jestem Eva. – powiedziała dziewczyna, uśmiechając się do niej lekko. 

- Celia. – odpowiedziała, biorąc ponownie filiżankę w dłonie i upijając kilka kolejnych łyków. Dziewczyna paplała coś jak najęta, a ona starała się wyłączyć umysł chociaż na chwilę, aby odpocząć od nieustannego gwaru. Czekała ją jeszcze tylko jedna godzina zajęć, a potem wreszcie będzie mogła pójść do domu i położyć się w łóżku z dobrą książką i lampką winą. Dziewczyna mówiła bezustannie przez co najmniej piętnaście minut, a ona starała się tylko chrząkać i kiwać głową w odpowiednich momentach, aby sprawiać wrażenie nader zainteresowanej tematem rozmowy. Opowiadała o jakimś nowym projekcie rządowym, która niedługo miał wejść w życie… o nowych rozwiązaniach systemu bankowego… i wielu innych rzeczach, które w tym momencie zupełnie jej nie interesowały, mimo, że w normalnych warunkach byłaby zachwycona inteligentną pogawędką, której próżno było szukać wśród studentek z jej roku. Ale dzisiaj był piątek… i na dodatek późne popołudnie i naprawdę miała już ochotę tylko i wyłącznie na ciszę i spokój, zwłaszcza po atrakcjach dnia dzisiejszego, których od rana przysporzył jej najpierw nowy profesor… potem niezapowiedziane kolokwium… by wreszcie skończyć na kolejnym nudnym projekcie polegającym na wdrożeniu w pracę banku nowojorskiego w ramach spotkań online z dyrektorami tej szacownej placówki. Miała serdecznie dość… i chciała spokoju. 

- Co robisz wieczorem? – z zamyślenia wyrwał ją głos dziewczyny, która przyglądała się jej pytającym wzrokiem.

- Ja? Nie wiem… - westchnęła. – Pewnie zaszyję się pod kocem z dobrą książką. 

- Daj spokój! Jest piątek wieczór. Idziemy ze znajomymi na imprezę, może dołączysz? 

- To chyba nie mój klimat. – skrzywiła się lekko. Ostatnio na dyskotece była tuż po rozpoczęciu studiów… czyli ponad pół roku temu i nie wspominała tego wyjścia zbyt dobrze, mimo towarzystwa najlepszych koleżanek, które razem postanowiły świętować wejście w „dorosłe” studenckie życie. 

- Oj, proszę! Będzie fajnie! – powiedziała dziewczyna podekscytowanym głosem. 

- A gdzie się wybieracie? – zapytała. 

- Do Star. To nowy klub w centrum. Podobno grają świetną muzykę. 

- Pomyślę. – powiedziała, nie dając jednoznacznej odpowiedzi, czy przyjdzie czy nie, licząc, że dziewczyna odpuści. I miała rację. Blondynka uśmiechnęła się do niej wesoło, a potem dopiła ostatni łyk swojej kawy. 

- To mam nadzieję, że się tam widzimy. Dwudziesta pierwsza… jakby co. – powiedziała, mrugając do niej. – Lecę. Za chwilę mam zajęcia. – dodała, a potem pomachała do niej w biegu, opuszczając kawiarnię. Ona też dopiła swoją kawę i zgarnęła rogalika w serwetkę już ciesząc się na słodki smak dżemu, którym będzie mogła delektować się podczas spaceru przez uczelniany park do sali wykładowej, gdzie miała mieć ostatnie zajęcia. 

Zajęcia ciągnęły się niemiłosiernie, a ona tylko z minuty na minutę coraz częściej patrzyła na zegarek, licząc, że to jakoś przyśpieszy bieg czasu. Jej umysł już nawet nie słyszał słów wykładowcy, które zlewały się w jeden ciąg niezrozumiałych znaków. Oparła głowę na rękach i przymknęła na chwilę oczy, ale to tylko spotęgowało jej zmęczenie i ziewnęła przeciągle, zwracając tym samym uwagę siedzących obok niej studentów, którzy uśmiechali się ze zrozumieniem. Zapewne czuli się podobnie do niej… równie zmęczeni i znudzeni codziennością. Przygryzła lekko wargę w zawstydzeniu. W jej torebce zabrzęczał cicho telefon, więc wyjęła go i odblokowała klawiaturę. 

„Będę o 20 w C*. Znajdziesz chwilę dla starej koleżanki? 

Odpisz. K”

Szybko wystukała kilka słów w odpowiedzi, starając się zrobić to na tyle ostrożnie, aby nikt nie widział, że korzysta z telefonu na zajęciach… jakby to naprawdę miało jakieś znaczenie… Rozejrzała się wokół i większość ludzi wpatrywała się w telefony lub tablety, które mieli przed sobą i chyba tylko pierwszy rząd studentów jeszcze udawał, że bierze udział w zajęciach. Następnie odłożyła telefon z powrotem do torebki… i właśnie w tym momencie wykładowca skończył swój przydługi monolog. Cały rząd westchnął z ulgi, szybko zbierając swoje rzeczy do toreb i plecaków, aby jak najszybciej wyjść z sali i zakończyć ten tydzień w zdecydowanie ciekawszy sposób, niż siedzenie na uczelni. Ją też czekało wyjście… i to nie tylko ze starą znajomą, ale też zupełnie nowym towarzystwem, które teraz nagle wydało się jej dużo bardziej nęcące, niż kilka godzin wcześniej. A może to była tylko przekorna natura, aby pokazać Kate, że jej życie wcale nie jest tak nudne, jak wszystkim się wydawało… i jakie faktycznie było. 

Wraz z blondynką przekroczyła próg klubu i niemal od razu ogłuszył ją huk basów i zapach spoconych ciał unoszący się w powietrzu. Skrzywiła się lekko z niesmakiem, ale weszła do środka, licząc, ze Kate nie zauważyła jej wątpliwości. Niemal wieki przeciskały się przez tłum w stronę baru, który był na samym końcu pomieszczenia wciśnięty poza mała scenę i ogromny parkiet, na którym mimo wczesnej godziny już poruszał się tłum tańczących ludzi. Przepychając się przez ten tumult dotarły wreszcie do baru i usiadły na dwóch wysokich krzesełkach obok siebie, nawet nie próbując szukać stolika, przy którym siedzieli jej znajomi. W tym tłumie i tak nie miały żadnych szans na odnalezienie właściwych osób. Barman podał im zamówione przez blondynkę drinki i przesunął je w ich stronę po blacie. Uśmiechnęła się z wdzięcznością do mężczyzny i upiła kilka łyków zimnego napoju, który odrobinę palił ją na języku przepływającym przez gardło alkoholem. 

- Idziemy tańczyć? – Kate próbowała przekrzyczeć tłum, więc pochyliła się w jej stronę zawołała wprost do jej ucha. 

- Za chwilę! – odkrzyknęła, wskazując dłonią na drinka, jakby informując, że najpierw musi się napić, aby być w stanie wyjść na parkiet. Czuła się tu dziwnie nie na miejscu. Blondynka skinęła głową w odpowiedzi i też upiła kilka łyków swojego drinka. Patrzyła na kołyszący się w rytm muzyki tłum i wcale nie była pewna, czy tutaj pasuje… minęły miesiące odkąd była w takim miejscu, a nawet tamta przygoda była wyjątkiem od reguły. Na ogół wolała spędzać czas w zdecydowanie cichszych miejscach. Nie to, żeby w ogóle nie lubiła imprez. To było zdecydowanie za duże słowo. Lubiła się bawić, lubiła tańczyć… ale nie odpowiadała jej anonimowość tego typu klubów… to, że nie miała pojęcia z kim się bawi. Lubiła to, gdy znała towarzystwo, w którym przebywała. A tutaj… w takim miejscu… to było niemożliwe. Czuła się tutaj jak w mrowisku… otaczali ją bezimiennie ludzie, z których połowa już zataczała się od wypitego alkoholu, a druga udawała, że dobrze się bawi. Zdecydowanie dużo bardziej pasowała do tej drugiej grupy. Podczas gdy Kate już podrygiwała nogą obutą w szpilkę w nogę krzesła, ona wpatrywała się w tłum, marząc o tym, by być jak najdalej stąd. Przyglądała się ludziom… próbowała dosłyszeć muzykę pośród huku basów, który zagłuszał melodię puszczaną z ogromnych głośników na ścianach. Widział jak Kate odstawia pustą szklankę i mruga zalotnie do barmana, który nie czekając z uśmiechem zaczął robić na ich oczach kolejnego drinka. Ona nawet nie była w połowie swojego. Westchnęła głośno, ale i tak nikt jej nie usłyszał z powodu hałasu panującego wewnątrz. 

- Celia! – Ktoś wrzasnął jej do ucha i położył dłoń na ramieniu. Odwróciła się w stronę osoby i zobaczyła chłopaka, który siedział obok niej na wykładzie tego ranka. Zdążył się przebrać i tym razem miał na sobie ciemne jeansy i białą koszulkę z dekoltem w serek, która idealnie podkreślała jego mięśnie. Uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi. – Nie wiedziałem, że tu będziesz. – dodał. 

- Ja też nie. – odpowiedziała, krzywiąc się lekko. Chłopak zaśmiał się widząc jej minę. Wyciągnął w jej stronę rękę, a ona patrzyła na niego, zupełnie nie rozumiejąc gestu. 

- Zatańczysz? – zapytał, gdy zrozumiał, że nie dostanie od niej odpowiedzi, jeżeli nie zada odpowiedniego pytania. Skinęła głową w odpowiedzi i chwyciła jego dłoń. Odstawiła szklankę na blat i z przepraszającym wzrokiem w stronę koleżanki, udała się na parkiet z brunetem. Z głośników popłynęła kolejna piosenka. Objęła chłopaka za szyję i powoli poruszała biodrami do muzyki, próbując wyczuć jej rytm. Wokół nich falował tłum… a ona płynęła wokół jego ramion. Nawet na chwilę nie zdjął rąk z jej ciała… poruszały się tylko w obrębie jej talii, pleców i bioder… cały czas czuła jego palce na sobie, nawet pomimo warstw ubrań. Przysunął się do niej bliżej, zmuszając ją, aby oparła głowę na jego klatce piersiowej… czuła przyspieszonego bicie jego serca i zapach wody kolońskiej zmieszanej z alkoholem. Ten zapach wydał się jej dziwnie… przyjemny, mimo, że na ogół nienawidziła pijanych mężczyzn, którzy obłapiali jej ciało w nieodpowiednich miejscach. Jego dłonie jej nie przeszkadzały, a jego ciepło sprawiało, że i jej ciało stawało się coraz gorętsze. Przetańczyli kilka piosenek aż wreszcie spojrzała na niego błagalnie i skinęła głową w stronę baru, dając znać, że ma ochotę chwilę odpocząć i się napić. Pokiwał głową i chwytając ją mocno za rękę, pociągnął przez tłum w stronę baru. Kate nigdzie nie było… zapewne szalała gdzieś na parkiecie z jakimś przystojniakiem. 

- Na co masz ochotę? – zapytał, próbując przekrzyczeć wrzeszczący tłum i szum muzyki z głośników. 

- Manhattan – odpowiedziała pewnie, gdyż była to jedyna nazwa drinka, którą znała, a nie miała ochoty zrobić z siebie pośmiewiska, wymyślając jakieś nieistniejące drinki, które potem nadawałyby się tylko do wylania. Ten smak przynajmniej znała i wiedziała, że będzie w stanie przełknąć napój. Mężczyzna skinął na barmana i poprosił o dwa drinki, siadają na krześle i wskazując jej miejsce obok siebie. Usidła niepewnie, kładąc swoje stopy na poprzeczce łączącej nogi stołka, gdyż inaczej wisiałyby kilka centymetrów nad ziemią. – Dziękuję. – powiedziała, gdy postawił przed nią wypełnioną szklankę, a następnie upiła łapczywie kilka łyków. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo chciało jej się pić. 

- Tutaj jesteś! – do jej partnera podszedł wysoki mężczyzna o jasnych włosach i lekkim dwudniowym zaroście. 

- Znalazłem lepsze towarzystwo. – odpowiedział, mrugając do niej z filuternym uśmiechem. Mężczyzna spojrzał w jej stronę i również się uśmiechnął. 

- Właśnie widzę. – wyciągnął w jej stronę rękę, a ona chwyciła ją niepewnie. – Philip. Starszy brat tego idioty. – powiedział, drugą dłonią wskazując na bruneta. 

- Celia. – odpowiedziała, patrząc jak starszy mężczyzna próbuje poczochrać włosy swojego brata, a ten odsuwa się ostentacyjnie z mordem w oczach. 

- Miło cię poznać. – dodał, z powrotem odwracają się w jej stronę. Miał równie błękitne oczy jak jego młodszy brat i ten sam, lekko zadziorny uśmiech. Poczuła rękę na ramieniu.. obok niej stała Kate, uważnie przyglądając się jej towarzystwu. Widziała zaskoczenie w jej oczach i wcale się tym nie zdziwiła. To zawsze jej koleżanki były otaczane przez mężczyzna. Ona zazwyczaj stała w kącie, podpierając ściany i oddając zabawę swoim bardziej rozrywkowym koleżankom. A teraz… siedziała przy barze w otoczeniu dwóch przystojnych mężczyzn, z których żaden nie był jej rodziną. To musiał być szok dla Kate. 

- Może przedstawisz mnie swoim znajomym? – zapytała, kokieteryjnie przygryzając wargę. 

- Jasne… - powiedziała, wzdychając lekko. – To jest Kilian. – wskazała na młodszego bruneta. – Jesteśmy w jednej grupie na uczelni. – dodała, jakby to było wyjaśnienie, jakim cudem znalazła się w jego towarzystwie. – A to jego starszy brat… - zaczęła, ale za żadne skarby nie mogła przypomnieć sobie imienia mężczyzny, który właśnie się jej przedstawił. 

- Philip. -  wyręczył ją, jednocześnie wyciągając dłoń w stronę jej przyjaciółki, która chętnie ją przyjęła, uśmiechając się wdzięcznie. Patrzyła na mężczyznę spod lekko przymrużonych powiek, udając zawstydzenie… była w tym mistrzynią. Blondyn przysunął się bliżej Kate, próbując zagadać na jakiś błahy temat, a ona zaśmiała się wdzięcznie w odpowiedzi, zanim wreszcie wypowiedziała kilka słów. Przysunęła się do młodszego mężczyzny, upijając kilka łyków swojego drinka. Wiedziała, że to będzie długa noc, bo Kate właśnie postanowiła poderwać nowego faceta. Rozejrzała się po sali, szukając Evy, która miała też tu dzisiaj być, ale nigdzie nie widziała jej długich blond włosów… może jednak zrezygnowała? Zastanawiała się przez chwilę, jak również wydostać się z tego miejsca i wrócić do swojego cichego mieszkania. Naprawdę była już zmęczona. Długi dzień, wczesna pobudka i do tego hałas i tłum w klubie, do którego nie była przyzwyczajona. To wszystko razem powodowało coraz silniejsze pulsowanie w skroniach, które zapowiadało silny ból głowy. 

- Nie wydajesz się być zachwycona tym miejscem. – Kilian pochylił się do niej i wykrzyczał wprost do jej ucha, powodując jeszcze silniejszy łomot w uszach.

- To nie do końca mój klimat. – westchnęła. 

- Masz ochotę wyjść? – zapytał. Skinęła głową, a on złapał ją za rękę i pociągnął w stronę tylnego wyjścia. Otworzył przed nią stalowe drzwi, a ona szybko przeszła przez próg zaciągając się powietrzem. Nie było czyste, ani świeże… to było niemożliwe w centrum ruchliwego miasta, ale mimo wszystko, wreszcie mogła oddychać swobodnie. Chwyciła dłonią barierkę i powoli zeszła po schodach na wybrukowany parking, na którym stało kilka lekko zdezelowanych samochodów. Zapewne należących do pracowników klubu. – Lepiej? – zapytał, opierając się o ścianę budynku i wyciągając paczkę papierosów z kieszeni spodni. 

- Zdecydowanie. – uśmiechnęła się i pokręciła głową, gdy wyciągnął w jej stronę pudełko, z którego sam wyjął już papierosa i wsunął go do ust. Wyjął zapalniczkę i podpalił, jednocześnie zaciągając się lekko dymem. Zdała sobie sprawę, że wygląda teraz bardziej… męsko. Jakby papieros dodał mu jakiejś zwierzęcej siły i pewności siebie. Przygryzła lekko wargę, przyglądając się jak raz za razem zaciąga się dymem, by po chwili wypuścić obłok szarego dymu. Poczuła jak robi jej się cieplej na sam widok jego twarzy otoczonej przez lekką szarą mgiełkę. Podeszła do niego i również oparła się plecami o ścianę. Przetarła dłonią zmęczone oczy, a potem spojrzała na fluorescencyjną tarczę swojego zegarka. Było już dobrze po trzeciej. Powinna wyciągnąć Kate z lokalu i wrócić z nią do domu. Dziewczynę czekała przecież jutro podróż samochodem, a nie była pewna ile już wypiła. Wiedziała jedno, zdecydowanie więcej niż ona, więc będzie potrzebowała chociaż kilku godzin snu i Kuba bardzo mocnej czarnej kawy, aby wytrzeźwieć. 

- Powinnam wracać. – powiedziała do bruneta.

- Odprowadzić Cię? – zapytał, uprzejmie, wypuszczając z rąk niedopałek i przydeptując go butem.

- Dziękuję, nie trzeba. I tak muszę znaleźć Kate. – powiedziała, odwracając się z powrotem w stronę wejścia, a on podążył za nią. Szybko podeszła do baru, gdzie zostawiła przyjaciółkę i z ulgą zobaczyła, że nadal tam jest, rozmawiając z blondynem. Przynajmniej nie będzie musiała jej nigdzie szukać. Szturchnęła koleżanką w bok, a gdy tak spojrzała na nią lekko zamglonym wzrokiem, powiedziała.

- Musimy wracać. – Dziewczyna skinęła głową i chwiejnie wstała z krzesła. Złapała ją mocno za ramię, aby nie upadła i uśmiechając się przepraszająco do bruneta, powoli udała się w stronę wyjścia, nawet nie zdając sobie sprawy, że obaj mężczyźni podążają za nimi. Gdy tylko wyszła za drzwi, oparła przyjaciółkę o zewnętrzną ścianę i wyjęła telefon z torebki. Wykręciła odpowiedni numer, zamawiając taksówkę, która miała podjechać za kilka minut. Oparła się o ścianę obok koleżanki w oczekiwaniu, gdy zobaczyła jak dwaj mężczyźni również wychodząc z lokalu. – Koniec imprezy? – zapytała. 

- Nasze towarzystwo wychodzi to my też. – blondyn uśmiechnął się do niej i mrugnął zawadiacko w jej stronę, a ona zarumieniła się lekko na ten gest. Taksówka podjechała kilka minut później, a ona z pomocą dwóch mężczyzn wepchnęła przyjaciółkę do jej wnętrza. Kate jakby nagle zmieniła zdanie i wcale nie było łatwo zatrzymać ją w środku pojazdu, gdy wykrzykiwała, że ona ma jeszcze ochotę na zabawę i że powinni tylko zmienić miejsce na bardziej ciekawe. Uśmiechnęła się przepraszająco w stronę Kiliana i Philipa, ale oni tylko pokiwali głową w zrozumieniu, powtarzając, żeby się w ogóle tym nie przejmowała i zatrzasnęli taksówki drzwi za wywrzaskującą coś blondynką. Ona również wsiadła do taksówki na siedzenie obok kierowcy, wiedząc, że nie minie pięć minut, a jej przyjaciółka zaśnie rozwalona na całej tylnej kanapie samochodu. Uśmiechnęła się jeszcze do Kiliana, który stanął obok niej przy drzwiczkach, gdy wyraźnie zbił ją z tropu, wsuwając w jej dłoń małą karteczkę z zapisanymi nierówno cyframi. Spojrzała pytająco na niego, a on tylko szepnął…

- Zadzwoń. – i zamknął za nią drzwi. Wsunęła karteczkę do kieszenie spodni i odpowiedziała na pytanie kierowcy, gdzie ma je zawieźć. Oparła się wygodnie o siedzenie, gdy mężczyzna sprawnie manewrował pojazdem po teraz już niemal pustych uliczkach centrum miasta. 

Komentarze

Popularne posty