Rozdział III
Rozdział III
To nigdy nie było tak prawdziwe
Nie, nie czułam się tak dobrze
Siedząc w domu, oparta o zagłówek własnego miękkiego łóżka, wpatrywała się w małą karteczkę i zapisane na niej liczby. Nie, żeby pierwszy raz w życiu ktoś dał jej swój numer telefonu… ale pierwszy raz był to numer telefonu, który faktycznie chciała mieć. Chłopak był miły, uprzejmy… do tego całkiem przystojny i sprawiał wrażenie zainteresowanego jej osobą, co nie zdarzało się zbyt często. Położyła karteczkę na stoliku obok łóżka i powoli wstał, wsuwając nogi w czerwone kapcie. Zarzuciła na ramiona szlafrok, który wczoraj powiesiła na oparciu krzesła i poszła do kuchni, aby włączyć ekspres. Niedługo wstanie Kate i zapewne będzie potrzebowała dużo mocnego, czarnego płynu, aby być w stanie funkcjonować. Z resztą nie tylko Kate tego potrzebował, ona również. Napełniła pojemnik ziarnami kawy i wlała wodę. Następnie podstawiła mały dzbanek, który po kilku chwilach zaczął się zapełniać aromatycznym, ciemnym płynem, którego zapach rozszedł się po całym pomieszczeniu. Wyjęła z szafki nad kuchenką kubek w serduszka i postawiła go obok ekspresu w oczekiwaniu na zakończenie procesu parzenia. Gdy tylko płyn przestał lecieć do dzbanka, nalała do swojego kubka napój i upiła kilka łyków, parząc sobie przy tym język. Razem z naczyniem w rękach, usiadła na parapecie, przyglądając się budzącemu do życia miastu. Coraz więcej ludzi pojawiało się na ulicach, spiesząc do pracy. Samochody przemykały ulicami przecinając ciszę panującą jeszcze w mieszkaniu. Była sobota. Ona nie musiała się dzisiaj nigdzie spieszyć… Upiłka kolejny łyk gorącej cieczy, której smak przyjemnie drażnił jej podniebienie, wywołując mrowienie.
- Nie możesz spać? – do kuchni weszła blondynka. Na jej twarzy wyraźnie widać było cienie, a usta wykrzywiały się w grymasie bólu, gdy tylko słyszała przejeżdżające ulicami ciężarówki.
- Już się wyspałam. – odpowiedziała szczerze, a potem odstawiła swój kubek na stolik i podeszła do szafki, by wyjąć kolejny, tym razem dla przyjaciółki. Nalała do niego kawy z dzbanka i podsunęła naczynie dziewczynie, która uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. Blondynka upiła kilka łyków z kubka, przyjmując błogi wyraz na twarzy. Wróciła na swoje miejsce na parapecie i oparła się policzkiem o chłodną szybkę. Nadal gorący napój sprawił, że wokół jej twarzy utworzyła się chmurka pary, która osiadła na szkle. – A Tobie jak się spało? – zapytała przyjaciółkę.
- Za krótko. – westchnęła dziewczyna cicho, ale i tak lekko skrzywiła się na dźwięk własnego głosu. – Boli mnie głowa. – dodała.
- Wcale się nie dziwię. – zaśmiała się cicho, przypominając sobie ile drinków pochłonęła jej przyjaciółka wczoraj przy niej… a przecież zapewne było ich znacznie więcej tej nocy.
- Daj spokój, wcale nie wypiłam aż tak dużo. – oburzyła się dziewczyna, ale potem znowu wykrzywiła usta w grymasie. – Boli… - załkała, zaciskając palce na swoich skroniach, licząc, że ten gest odrobinę zmniejszy pulsowanie w czaszce. Nie miała serca patrzeć na nią w takim stanie. Wstała ponownie i z małego pudełka stojące na lodówce wyjęła aspirynę i podała ją dziewczyna. Ta szybko wzięła dwie tabletki i połknęła je, popijając kilkoma łykami kawy. – Idę pod prysznic. – powiedziała, upijając kilka kolejnych łyków kawy, a potem wstała chwiejnie i poszła w stronę korytarza. Nie minęło kilka minut, a z łazienki dobiegł ją szum spływające wody. Uśmiechnęła się do siebie, a potem zgarnęła oba kubki i wstawiła je do pustego zlewu. Później je umyje… Zaczęła robić śniadanie.
…
- Zadzwoń jak dojedziesz. – powiedziała do przyjaciółki, gdy stały obok jej samochodu. Było już późne popołudnie, gdy Kate wróciła do żywych na tyle, aby być w stanie prowadzić samochód. Nadal lekko odczuwała skutki wczorajszej nocy, ale przynajmniej nie była już tak zielona jak tuż po przebudzeniu. Sen, duża ilość kawy i leki przeciwbólowe spełniły swoje zadanie i teraz była w stanie zmierzyć się z długą drogą, która ją czekała. Blondynka usadowiła się wygodnie na fotelu kierowcy i uruchomiła silnik.
- Zadzwonią. – powiedziała, a potem zamknęła za sobą drzwi. A potem jakby tknięta jakąś myślą, uchyliła szybę i uśmiechnęła się do niej łobuzersko. – Ale najpierw Ty zadzwoń do tego przystojniaka z klubu. – zawołała wesoło, a potem odjechała z piskiem opon z parkingu. Może jednak nie była aż tak pijana, żeby nic nie pamiętać, jak wcześniej myślała. Uśmiechnęła się do siebie i wróciła do swojego mieszkania.
…
Kilka razy wybierała numer telefonu bruneta, ale cały czas coś ją powstrzymywało. Nie chciała wydać się nachalna czy zdesperowana… nawet jeżeli on sam wyraźnie nalegał na to, aby się z nim skontaktowała. Gdyby miała jakąś wymówkę… wtedy sytuacja byłaby zgoła inna, ale tak… Czułaby się głupio, gdyby zadzwoniła tak po prostu, bez żadnego tematu do rozmowy. Odłożyła telefon z powrotem na szafkę i poszła do kuchni. Ponownie włączyła ekspres i ze zniecierpliwieniem przyglądała się na ciemny płyn, który wyjątkowo wolno przepływał do dzbanka. Przeklęła pod nosem. Wlała kawę do kubka i usiadła z nim na fotelu w salonie. Włączyła telewizor i bezwiednie przeskakiwała przez kanały, szukając czegoś, co zwróci jej uwagę. Kolejne wiadomości… i jak zwykle komentatorzy powtarzający te same kwestie od kilku lat… prognoza pogody… Dzisiaj będzie piękny dzień! Nie zapomnijcie o okularach przeciwsłonecznych, mogę się przydać!... program przyrodniczy… wataha wilków próbowała upolować jakiegoś łosia na Alasce… to wszystko było tak bardzo nudne. W końcu nastawiła jakiś kanał radiowy i wsłuchała się w cichą melodię, która zabrzmiała w głośnikach.
We keep behind closed doors
Every time I see you, I die a little more
Stolen moments that we steal as the curtain falls
It'll never be enough
Cicho śpiewała wraz z wokalistką aż wreszcie wstała w fotela i powoli zaczęła ruszać się do powolnej muzyki. Jej biodra pływały, a ona poruszała swoim ciałem w takt melodii. Jej stopy lekko przemieszczały się po dywanie, wykonując wymyślone figury taneczne… jej głos roznosił się po salonie, a jej ciało wirowało w obrotach na środku dywanu. Czuła się taka wolna… taka swobodna i pełna pasji. Kochała taniec… ale właśnie taki. Nie ten klubowy, głośny… w tańcu kochała emocje, pasję, wysublimowany ruch… Kiedyś marzyła, że zostanie baletnicą, ale życie i problemy rodzinne szybko ją tego marzenia pozbawiły. Ale nadal pozostała radość z tańca i wyrażania emocji za jego pośrednictwem. Tańczyła wtedy, gdy była szczęśliwa… wtedy, gdy była smutna… gdy była rozdrażniona i wściekła na innych, ale też wtedy, gdy chciała rozładować napięcie nagromadzone w ciele. Taniec był jednym z jej sposobów na uzewnętrznienie siebie, swoich uczuć, swoich myśli… więc tańczyła. Płynąc przez całe mieszkanie w drobnych krokach i wyrazistych gestach. Była w mieszkaniu zupełnie sama, więc nie musiała przejmować, się tym, że ktoś ją zobaczy i wyśmieje. Była tylko ona i muzyka krążąca w jej żyłach wraz z krwią. Jest stopy przemykały lekko… nogi uginały się w odpowiednich momentach aż wreszcie wylądowała z powrotem na dywanie. Wyrzuciła przed siebie jedną nogę, drugą mocno stawiając na ziemi, aby oprzeć na niej cały ciężar ciała, a potem pochyliła plecy do tyłu. Przytrzymała lekko głowę na wysokości barku, by po chwili puścić mięśnie z powrotem w ruch i zrobiła kilka szybkich kroków do przodu. Ręce wyciągnęła przed siebie, próbując złapać wyimaginowane ciało… potem przytuliła je do swojego ciała, by przesunęły się wzdłuż jej talii i bioder. Potem wyrzuciła je z powrotem zaciskając je w pięści… Jej nogi lekko drżały od wysiłku. Opadła na dywan, oddychając szybko… piosenka się skończyła, a ona oddychała głęboko… jej klatka piersiowa podnosiła się i opadała w gwałtownych ruchach. Otarła pot z czoła ręką, a potem podparła się rękami, opierając dłonie na dywanie. Odchyliła się do tyłu i spojrzała na biały sufit. Była zmęczona… ale bardzo, bardzo spokojna…
…
Kolejny dzień zajęć był nudny i męczący… i na dodatek ciągnął się od samego rana. Nie pomagało nawet towarzystwo Kiliego, który usilnie próbował ją rozbawiać i zagadywać w trakcie przerw… a także, ku jej poirytowaniu na wykładach, co skutkowało tym, że znowu jej notatki były wybitnie ubogie jak na jej gust.
- Możesz się wreszcie zamknąć? – wydukała w końcu przez zaciśnięte zęby, gdy wykładowca po raz kolejny spojrzał na nich morderczym wzrokiem. – Próbuję się czegoś nauczyć. – Chłopak uśmiechnął się złośliwie w jej stronę, ale faktycznie przez chwilę nie wymówił ani słowa, więc znowu mogła skupić się na zapisywaniu odpowiednich informacji w swoim notatniku. To zajęcie pochłonęło ją na tyle, że udało się jej odciąć od obecności przystojnego kolegi, który chyba też wreszcie zajął się robieniem zadań. Oddychała spokojnie, przesuwając długopisem po papierze, czując, że jeszcze chwila i zwyczajnie zacznie ziewać. Monotonny głos wykładowcy sprawiał, że jej myśli zaczęły odpływać… widziała już siebie leżącą wygodnie w domu na kanapie, przykrytą kocykiem… gdy nagle poczuła jak ktoś uderza ją w ramię książką. Skrzywiła się patrząc na uśmiech bruneta. – Czego chcesz? – warknęła.
- Bałem się, że zaśniesz… śliniłaś się. – powiedział wesoło. Spojrzała na niego wściekłym wzrokiem i już miałam mu oddać równie mocno… tylko w zdecydowanie bardziej wrażliwe miejsce, gdy profesor podziękował za udział w wykładzie i wyłączył ekran. Szybko podniosła się z krzesełka i niemal wyskoczyła ze swojego rzędu, chcąc jak najszybciej wyjść z sali. – Poczekaj! – zawołał za nią brunet i chwycił ją mocno za ramię.
- Czego ty znowu chcesz? – zapytała, poirytowana, gdyż właśnie stanął pomiędzy nią, a cudownymi planami na spędzenie leniwego wieczoru na kanapie z gorącą czekoladą i romantycznym bohaterem powieści.
- Słuchaj… - zaczął tym razem trochę mniej pewnie, przygryzając lekko wargę. Przyglądała mu się z wyczekiwaniem, gdy on wpatrywał się w swoje buty i nerwowo przeczesywał dłonią włosy. Westchnęła w końcu, starając się wymazać z twarzy wyraz poirytowania i uśmiechnęła się do bruneta. Dotknęła lekko jego ramienia i przesunęła po nim dłonią.
- Co jest? – zapytała powoli, nadal czule dotykając jego dłoni. Czuła jak powoli się uspokaja… jego ręka przestała drżeć, a on podniósł na nią oczy i uśmiechnął się do niej ciepło. To był już zupełnie innych uśmiech, niż te, które do tej pory wymieniali i poczuła się z tym lekko dziwnie.
- Nie zadzwoniłaś. – powiedział wreszcie.
- Och… - westchnęła głośno. A więc o to chodziło… jednak mu zależało. I poczuł się nieswojo, gdy go odrzuciła. Zrobiło jej się przykro na samą myśl, że mógł wyrobić sobie o niej taką opinię. Przecież nie chciała być niemiła… po prostu się wystraszyła własnych emocji. Nie wiedziała co mu powiedzieć, więc uznała, że nie powie nic i wrzuciła karteczkę z numerem do najgłębszej szuflady komody, aby jej nie kusiła. A teraz stał przed nią i pytał, dlaczego nie chciała się z nim skontaktować. – Przepraszam. – powiedziała.
- Nie, nie chcę żebyś przepraszała. Rozumiem. Nie jesteś zainteresowana. To wszystko. – powiedział, krzywiąc twarz w udawanym uśmiechu.
- Nie. – odpowiedziała szybko. – Nie o to chodziło. Po prostu… chyba nie wiedziałam co powiedzieć, jeżeli zadzwonię. – przerwała na chwilę, biorąc głęboki oddech dla uspokojenia. - Chciałam. Naprawdę. Ale bałam się, że pomyślisz, że jestem jakąś zdesperowaną studentką, która rzuca się na pierwszego kolegę, który zwrócił na nią uwagę. – zaśmiał się w odpowiedzi, wyraźnie rozluźniony.
- Dałem Ci numer telefonu właśnie po to, żebyś zadzwoniła. – powiedział. – Jak dla mnie, mogliśmy pogadać nawet o pogodzie.
- Zapamiętam. – również się zaśmiała.
- Robisz coś teraz? – zapytał po chwili.
- Miałam wracać do domu…
- Mogę Cię odprowadzić?
- Jasne. – uśmiechnęła się uroczo, patrząc na niego spod lekko przymkniętych powiek. Takie spojrzenie zawsze działało. Tego nauczyła ją Kate. Chłopak złapał ją mocno za rękę i wyprowadził z sali… a potem zorientował się co zrobił i gwałtownie puścił jej dłoń, wyraźnie przerażony swoim zachowaniem. Zaśmiała się w duchu, a potem znalazła jego dłoń i splotła ich palce razem. Miał dużą dłoń o długich palcach… a jej własna idealnie wpasowywała się w jego mocny, ciepły uścisk.
Komentarze
Prześlij komentarz